gibaszek1“Formy biologiczne”, 2010

Na pierwsze brzmienie wystawa retrospektywna kojarzy się nieco muzealnie. Ale w przypadku wystawionych tu płócien nie to jest z całą pewnością najważniejsze. A właściwie w ogóle nie ma znaczenia. Istota tej ekspozycji polega na tym, że możemy razem z artystą podążać drogą, która może nam dać odpowiedź na pytanie jak dochodził do koloru i form, które składają się na jego rozumienie abstrakcji. Obrazy Wacława Gibaszka uświadamiają nam podstawową prawdę o abstrakcji. Jest to forma wypracowana poprzez długie studia nad otaczającym nas światem, nad warsztatem i znalezieniem w końcu barw i form, które tylko pozornie są od tego świata odległe i oderwane. W istocie ukazują jego rzeczywisty obraz, choć zrozumienie tego procesu i tego sposobu malowania wymaga od nas wysiłku zapewne większego niż kontemplacja wysmakowanych płócien Williama Turnera, którego malarstwo ma, rzecz jasna, wartość bezapelacyjną.

Cykl kilkudziesięciu płócien Aborgena, bo tak w istocie podpisuje się artysta, jest zatem, począwszy od prac przed dyplomowych – dyplom na wydziale malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych uzyskał w 1983 r., z wyróżnieniem, u prof. Tadeusza Dominika – próbą zdefiniowania czegoś trudnego do określenia, próbą ukazania pewnej ewolucji artystycznej, której naczelną zasadą jest dyscyplina. Ma ona dwojaką funkcję: z jednej strony nie pozwala artyście, by szedł w obszary niezrozumiałej ekspresji. Z drugiej jego ciągłej troski, by widz nie czuł się zagubiony, porzucony na peryferie niezrozumiałych dla niego barw i form. Nie oznacza to oczywiście, że Gibaszek maluje „pod widza”, by nie powiedzieć dosadniej „pod klienta”.

Doświadczenia trzydziestu z górą lat w życiu każdego z nas przynoszą pewną sumę doświadczeń. W większości dążymy do tego, żeby stać się lepszymi, lepiej rozumieć ludzi i odnosić się do nich z większą uwagą, ogólnie, raczej dawać, niż brać, bo wiemy, że to, co damy wróci da nas w sposób uwielokrotniony. W malarstwie Wacława Gibaszka tę prawidłowość widać w sposób oczywisty. Chce przemawiać własnym językiem, z akcentem na to, że wielorakie rozumienie świata, w jego całej złożoności, wymaga od niego codziennej pracy, podejmowanej w nadziei, że trafi do wyobraźni widza, mimo, że zdaje sobie sprawę: nie zawsze będzie to łatwe. Gibaszek zawsze szedł własną drogą, choć oczywiście nie na ślepo. Prezentowane tu płótna są świadectwem tej drogi i dowodem, że zawsze myślał o odbiorcy. Mamy przed sobą obraz jego świata, który zawsze może być nasz. Kolor i forma, tak charakterystyczne dla artysty sprawią zapewne, że wraz z naszym rozumieniem jego płócien, będziemy gotowi do rozmowy z Aborgenem. On tylko na to czeka.

{ 0 comments }

Palikot: moje państwo duńskie

by Sz on 04.04.2012

Hamlet_1920

“Something is rotten in the state of Denmark.” Hamlet, Act I, Scene IV, line 90. Norweski aktor Ingolf Schanche w roli Hamleta, 18.4.1920. Źródło: Wikimedia Commons.

Wydaje się, że Pani Profesor Jadwiga Staniszkis, twierdząc, że członkowie Ruchu Palikota to są nawaleni, nieprzytomni ludzie, (cytuje w uproszczeniu), myli się nieco. Mówię to nie z pozycji zwolennika tego ruchu, lecz z pozycji kogoś, kto podejmuje próby przewidywania, nawet nie w tak bardzo odległej perspektywie.

Wszystko wskazuje na to, że ugrupowanie to zrzesza polityczny lumpenproletariat, który, stanowiąc margines marginesu, choć wcześniej wpisał się na listę Palikota, niejako w proteście przeciwko panującym regułom i zasadom, teraz widzi, że może być realnym uczestnikiem życia politycznego, sterując nim w sposób dość, jak się okazuje, dowolny. Tym bardziej, że sytuacja partii rządzącej nieco się pogorszyła z powodu lansowania idiotycznego pomysły emerytura 67, gdzie próbuje się robić wodę z mózgu obywatelom, że niby dzięki temu będą mieli wyższe emerytury.

Ostatnio doszło do tego, że pan Janusz Palikot reglamentuje liczbę członków Platformy Obywatelskiej, którzy chcieliby wstąpić do jego ugrupowania. Czyni to z wyższych racji moralnych, nie chcąc doprowadzić do kryzysu politycznego. Nie najlepiej się dzieje „w państwie duńskim” o którego kondycję polityczną dba Janusz Palikot.

Pan Donald Tusk powinien zdecydowanie zaprotestować i zapytać pana Janusza Palikota, dlaczego krępuje swobodę poczynań członków jego partii, bo przecież swoboda działania jest fundamentem liberalizmu. Prasa nie przekazała takiego protestu, albo ja, z braku czasu, nie czytam wszystkich gazet. Troska pana Janusza Palikota o kondycję polityczną i moralną Paltformy Obywatelskiej nie wróży, jak się wydaje, dobrze. Mówiąc delikatnie.

{ 0 comments }

Telefon04_2

Dostałem właśnie standardowy list od pana Macieja Wituckiego, prezesa TP SA. Pisze, że Telekomunikacja Polska (jak rozumiem już wcześniej kupiona przez Francuzów), zmieni swoją markę na Orange, jedną z najbardziej cenionych na świecie. Pisze dalej pan Witucki, że dziś, jako Orange, wypadałoby powiedzieć raczej, jutro, będziemy obecni w 35 krajach. Dalej pan prezes powołuje się na jakieś bełkotliwe hasło reklamowe, że mianowicie „dziś zmienia się w Orange”. Jak przypuszczam zatem, że dziś robi się od razu jutro, co punktu widzenia prostej astronomii jest dość karkołomne.

Rzeczą normalną w biznesie jest przejmowanie firm. Przy zachowaniu pozorów poprawności nie oznacza to sprzedawania własnej tożsamości. TP SA poszło najwyraźniej dalej: sprzedało nie tylko swoje udziały w rynku, ale też swoją tożsamość, w jakimś sensie twarz, której nigdy nie miałem powodu lubić, ponieważ firma zawsze rżnęła mnie jak chciała. Zresztą nie tylko mnie. Ale w tym rżnięciu był w każdym razie jakiś, może ukryty, ale jednak aspekt swojski.

Od jutra TP SA, obecna jako Orange w 35 krajach, będzie mnie rżnąć w aspekcie i w stylu internacjonalnym. Pewnie będę się czuł zaszczycony, że nie jest to rżnięcie czysto lokalne, ale robione na większą skalę.

Chyba na tym polega istota postępu: degradować jednostkę, wywyższając tak zwany global, bo przecież tylko on ma szanse. W propozycji Orange jest jeszcze jawny dowód demoralizowania, zaściankowego nieco, korumpowania, o czym pisze pan Witucki. Z okazji zmiany nazwy, dla klientów, którzy mają telefon w TP SA mamy, pisze pan prezes, 1000 minut na powitanie w Orange. Bezkresna perspektywa tej propozycji każe ją po prostu bez gadania, przyjąć.

W ogóle jest to wzór na sprzedaż wszystkich lokalnych firm. I wtedy będzie all right i międzynarodowo i międzykontynentalnie.

{ 0 comments }

W poszukiwaniu samego siebie

by Sz on 19.02.2012

ostrov

Barka: kadr z filmu Wyspa. Źródło: Wikipedia.

Film „Wyspa” należy do gatunku, który mógł powstać dzięki istnieniu kultury bizantyńskiej, którą Europa traktuje trochę po macoszemu, postrzegając ją jako zjawisko trochę marginalne, trochę oddalone od tego, co Zachód traktuje jako jądro cywilizacji, pewnie trochę się myląc. Prawosławie zawsze dawało pełniejszą odpowiedź na pytanie kim jest człowiek, choć w odczuciu człowieka Zachodu jest to podstawowe pytanie chrześcijaństwa. Działo się tak dlatego, że w bizantyńskiej koncepcji wiary główny akcent padał na moralną wiwisekcję wierzącego, który Bogu zawsze zawierzał więcej, czy bardziej, niż w chrześcijaństwie zachodnim. Miał do Boga większe zaufanie, mimo, że wiedział, że może go ostatecznie porzucić, sponiewierać, wskazując mu drogę ku ostatecznemu wykluczeniu.

„Wyspa” stawia pytanie zasadnicze o ciężar czynu zabronionego, zbrodni, z którą przyjdzie żyć komuś, kto się jej dopuścił. Mimo, że czyn został popełniony w obliczu zagrożenia własnego życia, co może być potraktowane jako grzech odpuszczony. Autorzy „Wyspy” nie poprzestają jednak na tym. W centrum filmu stawiają osobę, która sama sobie stawia moralnie najwyższe wymagania i całym dorosłym życiem próbuje odkupić śmierć najbliższego towarzysza niedoli, sprowokowaną przez żołnierzy Kriegsmarine w 1942 r.

Kolejna, zasadnicza część filmu rozgrywa się w latach siedemdziesiątych w monastyrze położonym na końcu świata. Główny bohater jest palaczem w kotłowni, a więc z pozoru kimś, który z definicji powinien pozostawać na marginesie. Ale dzięki jego trwałemu moralnemu rozdarciu, które próbuje pokonać silną, sobie tylko znaną wiarą, staje się osobą w monastyrze najważniejszą. Reżyser bardzo świadomie uzmysławia widzowi dlaczego właśnie ów palacz okazuje się ważniejszy od popów celebrujących wiarę wedle kanonu, ale bez tej wewnętrznej siły, czy może bezsilności, która ma główny bohater. Okazuje się, że jego dialogi z Bogiem przynoszą skutki natychmiastowe, chorzy są uleczani dzięki jego modlitwie. Film stawia zatem zasadnicze pytanie o sens wiary. „Wyspa” dowodzi, że transcendencja, kategoria wynikająca wyłącznie z ludzkiej wyobraźni, podparta pragnieniem naprawy zbrodni, staje się ogromną siłą, zmieniającą rzeczy, które w normalnym postrzeganiu świata są nieodwołalne.

Kiedy wreszcie pod koniec filmu okazuje się, że ów towarzysz niedoli głównego bohatera przeżył strzał, który w ostatecznej desperacji oddał do niego młody wówczas człowiek, w jego uznaniu jego życie traci sens, ponieważ uzyskał przebaczenie. Kładzie się do trumny przygotowanej przez popów i zapewne za zgodą Najwyższego – umiera. Jego odejście przedstawione jest w pełnej harmonii z tym, co postrzegamy jako ostatnią drogę Chrystusa. Jego brat z monastyru dźwiga ogromny krzyż prawosławny, niosąc go do łodzi, w której jest piękna trumna ze zmarłym. Płyną na wyspę, żeby go pochować.

Wyspa (Rosja, 2006)

Reżyseria: Paweł Łungin
Scenariusz: Dmitrij Sobolew
Główne role: Piotr Mamonow, Wiktor Suchorukow, Dmitrij Diużew
Muzyka: Władimir Martynow
Zdjęcia: Andriej Żegałow
Kostiumy: Jekatierina Dyminskaja
Montaż: Albina Antipienko
Produkcja: Paweł Łungin, Siergiej Szumakow, Olga Wasilewa
Czas trwania 112 min.

{ 0 comments }

Złomowisko jako symbol

by Sz on 05.02.2012

skowronki4

W filmie Jiřígo Menzela Skowronki na uwięzi, po czesku Skřivánci na niti, według scenariusza Bohumila Hrabala złomowisko jest symbolem przeszłości, z która trudno się rozliczyć. W przypadku Czechów jest to przeszłość szczególnie trudna do pokonania. Bolszewizm, który dla tego narodu był ciężkim piętnem, ponieważ w związku tradycją, czy też koniecznością dostosowywania się do systemów totalitarnych, wytworzył w nim mocną reakcję oporu.

Mimo wszystko, ponieważ Czesi, wbrew obiegowym sądom, nie byli bardziej skłonni do kompromisów, niż inne narody. W związku z biegiem historii zostali uwikłani w wizerunek tych, którzy nie stawiają oporu. Ale ich opór miał głęboko egzystencjalny charakter, swoją witalnością mówią „nie” niezdarnemu komunizmowi, choć pozornie poddają się jego koślawemu, w wykonaniu czeskim, wariantowi.

Wynika z tego, co jest wyraźnie widoczne w filmie, że władza wykonawcza jest blada, impotentna, na tyle, że dziewczyna milicjanta, który właściwie nie wiadomo po co pilnuje pracujących na złomowisku, tak bardzo nie chce mu się oddawać, że chowa się przed nim na wierzch szafy z ubraniami.

Film Skowronki na uwięzi w sposób bardzo sugestywny przekonuje, że to właśnie ludzkie emocje, rodzące się między ludźmi uczucia i więzy są siłą, która nie tylko dowodzi absurdalnego charakteru komunizmu, ale też po pewnym czasie emocje te rodzą siłę, która ten system rozsadzi od wewnątrz, mimo, że pozornie, ale tylko pozornie, osoby, które uczestniczą w nieco absurdalnych czynnościach segregowania złomu, zachowują się tak, jak od nich ten system oczekuje. Film poza wszystkim uczy, żeby oceniając ludzkie postawy i zachowania, nie patrzeć na nie jednowymiarowo.

Skowronki na uwięzi

Reżyseria: Jiří Menzel

Według książki Bohumila Hrabala Inzerát na dům, ve kterém už nechci bydlet (1965).

Rok produkcji: 1969

Premiera: 1990

{ 0 comments }

marshallplan1Autor: Roger W. Haworth. Źródło: Wikimedia Commons.

Ten projekt świadczy o tym, że nie można się zasklepiać w starych nawykach i przyzwyczajeniach, bo to prowadzi do nikąd. Trzeba iść do przodu, mając przekonanie, że to, co było zwyczajem dotychczasowym jest błędne i prowadzi na manowce. Dotychczas było tak, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielał kredytów krajom, które tych kredytów potrzebowały i zgadzały się na ich przyjęcie, często za cenę trudnych do zrealizowania reform.

Teraz będzie inaczej. To kraje Unii, w tym także Polska, będą finansować MFW. Wszystko dla ratowania euro, który, jak pisze „The Wall Street Journal”, ma rekordowo niski kurs do dolara. Będzie zatem „odwrotny” plan Marshalla. Jakoś trzeba się ratować, nawet za cenę zrzutki na pomysł wątpliwej wartości, jakim jest i będzie euro, co nie oznacza oczywiście, że kraje, które jeszcze nie są w strefie euro, nie będą chciały wstąpić do klubu, w przekonaniu, że jest to jedyne wyjście i perspektywa na przyszłość. W końcu, w jakimś zakresie, same za to płacą.

{ 0 comments }

Nie wiadomo, co rozbić

by Sz on 05.12.2011

800px-Rozbité_jízdní_kolo_na_břehu_Daugavy

Riga, Latvia. Źródło: Wikimedia Commons.

Berlińskie wystąpienie ministra Radka Sikorskiego wyzwoliło bardzo dużo emocji, może trochę niepotrzebnie. Polska nigdy nie będzie miała wpływu na zmiany w Unii Europejskiej, ponieważ jest krajem biednym, borykającym się z dużym zadłużeniem i wstępnie szacowanym spadkiem dochodu narodowego i wzrostem bezrobocia.

Między rządzącymi a opozycją nie ma żadnego dialogu, opozycja w związku z tym nie jest w stanie wnieść do tej nieistniejącej rozmowy niczego konstruktywnego. A ponieważ jest rozbita, ze zrozumiałych względów walczy o swoje przetrwanie, używając do tego środków, które służą raczej jej, niż obronie Europy ojczyzn.

Rządzący, jak się zdaje, też nie myślą o losach kraju, tylko o przyszłych, rentownych posadach w strukturach europejskich. Jest to widoczne jak na dłoni. Nie wiedzieć czemu, dla rządzących najważniejsze są pochwały ze strony najważniejszych krajów eurolandu. Przez delikatność, nie wspominam ze strony których. To są w istocie fałszywe cele, które zaciemniają istotę kryzysu, widocznego obecnie w Europie.

Wszystko dowodzi, że euro, jako waluta, zostało stworzone w celach politycznych i te cele aktualnie, jak się okazuje, zostały obrane mylnie. Po latach okazuje się, że główne kryterium powołania do życia euro jako narzędzia, które ma ułatwiać życie biznesowi, bo przecież nie szaremu obywatelowi, jest jakimś wielkim nieporozumieniem.

Nie wiedzieć czemu, zapanował pogląd, więcej nawet, niż koteryjny, że euro jest wartością nadrzędną, która może uratować Europę, gdy tymczasem jest to chwiejna, sztuczna konstrukcja bankowa, podatna na kryzys bardziej, niż wszystkie waluty narodowe przed jej wprowadzeniem, kiedy handel obywał się pomiędzy krajami Unii w walutach narodowych, bez specjalnego problemu. Wobec tego teza, że ewentualny upadek euro będzie gorszy od terroryzmu i rakiet, jest dalece bałamutna.

Berlińskie wystąpienie polskiego ministra spraw zagranicznych jest zatem dużym nadużyciem, nie tylko dlatego, że nie zostało wcześniej uzgodnione w kraju, ale przede wszystkim dlatego, że wyraża dbałość o eurozonę ze strony kraju, który w niej nie jest i chociażby z tego tytułu nigdy nie będzie miał istotnego wpływu na jej losy. A chyba aktualnie niezbyt spieszy się do przystąpienia do niej.

{ 0 comments }

Polska: szykują się zmiany

03.12.2011

Źródło: Wikimedia Commons.

Zmiany nie wszystkie na lepsze, a właściwie chyba na gorsze. Rząd Tuska odpowiada na szykujący się kryzys w strefie euro postawą wychodzenia przed orkiestrę, jego gabinet, jak słyszę, pracuje od rana do nocy, żeby uznane za słuszne ustawy zaczęły obowiązywać od marca przyszłego roku. Ten pośpiech jest o tyle niezrozumiały, że [...]

Link do całego tekstu

Podzielona Polska

25.11.2011

Dzisiejsze zdefiniowanie lewicowości może napotkać na pewne trudności. Podział na zwolenników tradycji narodowej i na zwolenników poglądu, że ta tradycja jest funta kłaków warta jest efektem jednak patrzenia powierzchownego, a właściwie pobieżnego. Zwolennicy tzw. Kolorowej niepodległej oczywiście nie kultywują najmroczniejszych lat stalinizmu, jak im niektórzy przypisują. Ludzie z kręgu „Krytyki Politycznej” są [...]

Link do całego tekstu

Niemcy

12.06.2011

Frankfurt am Main, 5 styczeń 2011 r. Autor: Thomas Wolf; Źródło: Wikimedia Commons.
Nie wiem czy mam moralne i jakby powiedzieć, merytoryczne prawo pisać o Niemcach. Na tym stopniu ogólności, mogę powiedzieć, że życie zarówno mojej matki jak i mojego ojca legło w gruzach właśnie za sprawą Niemców. Głęboką klęskę ich życiorysów widziałem jeszcze przez długie [...]

Link do całego tekstu